Blog

6 postów

Podsumowanie

Pod koniec roku, zwłaszcza kalendarzowego nadarza się niekiedy syndrom podsumowania. Pomyślałam, że wykorzystam sobie taki czas i opowiem co mi chodzi po głowie.

Przede wszystkim jestem bardzo wdzięczna. To co mi się przydarzyło w tej pracowni od kwietnia, jest dla mnie budujące i bardzo kojące. Czemu od kwietnia? ponieważ od tego czasu układam sobie tą pracownię samodzielnie i tak trochę od nowa. Po roku odpoczynku i wywietrzenia sobie pomieszczeń oraz własnego mózgu nastąpił tutaj czas renesansu. I wychodzi całkiem nieźle.

Jestem wdzięczna za wszystkich ludzi, których spotkałam w tym roku, których poznałam od zera i tych których dane było mi poznać bliżej. I za to, że udaje mi się otworzyć dla nich i pracownię i oddać to, co narodziło się we mnie w postaci pomysłów. Czuję, że ślicznie mnie to ubogaca i od nowa kształtuje. Spływa na mnie przy tej okazji jakaś świeża mądrość, a to dla mnie, rasowego introwertyka, który czuje się najlepiej zamknięty w samotności w jakiejś zapomnianej dziurze z kulką gliny w rękach, sytuacja nowa.

Ludzie to spotkania, a spotkania to w tym wypadku generalnie zajęcia. Uważam je za niezwykłe. Chętnie idę na każde z nich, a to sygnał, że pomysł jest trafiony. W połowie stycznia kończy się pierwsza trzymiesięczna edycja zajęć i z marszu przechodzimy do następnej. Grupa czwartkowa murem zostaje na kolejne trzy miesiące, które zakończymy rytualnym malowaniem jajek tuż przed Wielkanocą. W środę również pozostaje kilka osób i z tego bardzo się cieszę. Wykonałyśmy przez ten czas fajną robotę, przerobiłyśmy z grubsza ceramikę w małej pigułce, choć to nadal i dla nich i dla mnie temat rzeka. Ciągle jest tutaj coś do odkrycia. Poniżej mała część tego co wyszło spod ręki mistrzów, czyli moich kochanych artystek. Niektóre z nich ciężko mi było oddać. Nie chciały się zrzec, cholera. Piękne, naprawdę piękne okazy..

A ja? To chyba byłam też ja. Podsumowana w tym roku. W tak zwanym międzyczasie (uwielbiam ten termin..) powstało kilkadziesiąt kubków, żeby nakarmić to zwierzę w środku mnie, które postanowiło zawalić pracownię sztuką użytkową po same brzegi. I to się dzieje i to się nadal będzie tu działo. Aczkolwiek myślę, aby oprawić te całe kubki teraz w spodki, talerzyki, cukierniczki i miski, aby w kolejne święta mieć na co położyć przepyszne pisanki.

Ale plany i pomysły na me twórcze życie w kolejnym roku to już zamieszczę w następnym wpisie. Pewnie nabędzie jakiś fikuśny tytuł w stylu: Nowy Rok i co dalej, albo jakoś tak.. I miło mi będzie jak ktoś to przeczyta.

: )

 

Idą święta : )

Pracownia aktualnie tkwi w trybie wyciszania. Przedświąteczny zgiełk skończył się właśnie, pozostało echo w postaci miarowych stęknięć pieca, który ma cito wypala ciężko poszkliwione dzieła. Przecież wszystko musi być na święta gotowe. Czemu na święta? ciekawe nie? No bo tak. I to jest pełna odpowiedź.

W dole zdjęcie gotowych domków, które artystki robiły po nocy. Teraz dostały kolor w postaci szkliwa, ale końcowego sznytu doczekają się podczas pierwszego spotkania w styczniu. Wtedy pomalujemy je farbami naszkliwnymi. Będą też malowane kubki i inna ceramika. Będą kolory, będzie złoto najprawdziwsze. I będzie śmiesznie.

Tymczasem znikam w otchłań kuchni gdzie ino zapach gotowanej kapusty i chmura z mąki. Uwielbiam ten czas, właśnie ten. Zewsząd napływają życzenia i uśmiechy i małe upominki. I jeszcze te pierniki i pierniki. I przed nami masa pracy a na końcu będzie tłumaczenie się, że Pan Jezus też przyszedł na świat w stajence, a tu wcale właściwie nie jest tak brudno!

Odpocznijcie w święta. Wszystkiego najlepszego dla Was!

 

zajęcia ceramiczne zielona góra

 

Grudniowy kiermasz w pracowni

W dniach 13-14 grudnia, czyli jeszcze trochę dziś odbył się świąteczny, grudniowy, kiermasz w pracowni, tudzież drzwi otwarte. To była pierwsza taka akcja, gdzie postanowiłam otworzyć pracownię bardziej niż dotychczas, udostępnić po niższej cenie moje prace i co ciekawe zaobserwować sobie jak to właściwie będzie. Było lepiej niż się spodziewałam , bo w relacji bezpośredniej z klientem – bardzo sympatycznie. Bardzo lubię, jak prace się podobają i lubię słuchać komentarzy na ich temat, bo to taki subiektywny odbiór z zewnątrz. Obserwowałam jak były zestawiane, to również doświadczenie, którego bez Was kochani klienci by nie dane było mi doświadczyć.

Akcja przebiegła dla mnie bardzo korzystnie, wierzę, że dla Was również i cieszę się, że prace dostaną nowe domy. (Powinnam chyba przeprowadzać z takim podejściem adopcję kubków a nie ich sprzedaż..)..(..hmm, to może podlegać pod jakąś jednostkę chorobową..)

W każdym razie na pewno będzie to nowa świecka tradycja w pracowni, bo potrzebna i mi i tym, którzy to zapamiętają i może przekażą dalej. Ceramika jest fajna. I to chciałam troszkę przed Wami odkryć.

 

 

Krótka relacja z zajęć nocnych

Zajęcia czwartkowe wypadły genialnie. Trwały prawie sześć godzin, z czego one pracowały 98% całego tego czasu.. 2% zeszło na zjedzenie pizzy, którą postanowiły zamówić, bo tak. Praca na prawdę gruba, domy mają ponad 30 cm wysokości! Kupa pracy i mega zaangażowanie.

Było pite wino, woda i herbata. Na stole zagościły różne mniejsze lub większe przekąski ale najfajniejsza była atmosfera. Do powtórzenia, bo szkoda by było nie.

W dole zdjęcia z tego co się działo na stole, a niebawem pokażę gotowce, jak tylko wyjdą z pieca. Warto poczekać na efekt końcowy, bo to będzie efekt łał : )

 

Nocne Lepienie

Czasami jest tak, że temat na zajęcia przekracza wszelkie ambicje i trzeba zrobić dłuższe spotkanie. Wtedy robię Nocne Lepienie, które z resztą zdarzyło się tu już kilka razy.    
Charakteryzuje się ono oczywiście dłuższą nasiadówką. To pewnik. A jak już siedzimy tak tutaj sobie, to mamy przyniesione jedzonko w stylu przystawek, lub ciasteczek i do tego oczywiście wino. No bo artyści i wino to przecież jedna szuflada.    
W zasadzie zajęcia nocne to i opóźniony start, ale dziś robimy wyjątek. Zaczynamy o stałej porze ale posiedzimy ze 4-5 godzin. Czwartkowa Grupo, przybywaj!    

A temat?    

Dzisiaj na tapecie domki. Domki jako świeczniki, z okienkami, płotkami i daszkami z kominem. Kupa pracy.    
Będzie super!

   
 
 
 

Wpis najpierwszy

No bo z ceramiki można zrobić bardzo wiele. Wystarczy wziąć glinę do ręki, ścisnąć i już powstaje kształt. Tymczasem nowa idea rodzi pięć następnych…. i tu się zaczyna..

Nie będę na razie opowiadać co można zrobić z ceramiki. O tym będzie potem i to dużo i długo. Bo można by wymieniać bez końca opisując wszelkie przydasie, kurzołapki i praktyczne wynalazki którymi możemy obdarować każdego, nadając im znaczenie sztuki. Jednak ja postanowiłam uchwycić jeden z nich.

To kubek. Praktyczny-niewielki-codzienny-niezbędny. Baaardzo praktyczny. A więc jego postawiłam na piedestale i jemu należą się tutaj fanfary. Osobiście mam do niego słabość i nawet jak wyjeżdżam, to do domu przywożę pamiątkę w postaci kubka. Oczywiście tylko wtedy gdy mnie zachwyci.     Ale czy musi być tradycyjny? Czy musi być równy i grzeczny? Może być jakiś królewski albo właśnie minimalistycznie niedopowiedziany. Może być taki jaki zechcę.

I o tym tutaj będzie.
Będzie też o warsztatach. Naspraszałam sobie do pracowni zacne grono Dorosłych Kobiet i razem wespół-zespół imprezujemy tydzień w tydzień. Rzecz się dzieje w pracowni, gdzie realizujemy ten milion pomysłów który zalega w mojej głowie na to, Co-Można-Zrobić-Z-Ceramiki.
Jest śmiesznie, bo miła atmosfera to jest coś bardzo ważnego, jest muzycznie, nie ma ciszy bo jest klimacik. Jest smacznie, bo zawsze robię jakieś słodkie chrupańsko samodzielnie. I jest przede wszystkim pracowicie. Z każdych zajęć wychodzą z gotową pracą. Oczywiście, że zostaje ona do wypalenia w pracowni, ale wiadomo. Jest zrobiona. I to jest fajne.

Lubie tą robotę.