Nowa ścieżka pracowni

Oficjalnie już !
Mogę obwieścić, że zaczyna się nowy etap w życiu pracowni. Jako, że umiejscowienie obecnej siedziby sprzyja wyciszeniu, a budynek jest nie brzydki i ma klimacik to kto widział ten wie. Lepienie z gliny w tym miejscu to sama przyjemność.
Jednakowoż od kilku miesięcy rozwija się tutaj nowy trend, a jest nim malowanie ceramiki.
Z lepieniem nie ma on nic wspólnego, bo działamy tutaj już na ceramice wstępnie wypalonej. Natomiast otwieramy przez to niezłych gabarytów Puszkę Pandory, bo to co można wyprawiać farbami na ceramice to się filozofom nawet nie śniło.
Zajrzę tu jeszcze w historię mojej kariery zawodowej, na stanowisku samozatrudnionego przedsiębiorcy, który onegdaj zajmował się właśnie malowaniem ceramiki. Miało to początek ponad 20 lat temu, a trwało prawie 10 lat. Malowałam wówczas na gotowej użytkowej ceramice, a dzieła spiekane były w zwykłym piekarniku w temperaturze 150 stopni. Motywy, które powstawały, to praktycznie każdy temat. Były postacie z kreskówek, komiksów, ale i pejzaże a nawet kopie fragmentów dzieł wielkich mistrzów. Kto pamięta tego gorąco pozdrawiam.
To, co szczególnie pamiętam z tego czasu, to pamiątki z Zielonej Góry. Malowałam na kubkach i filiżankach do Informacji Turystycznej, Urzędu Miasta, Elektrociepłowni. Wyobrażałam sobie wtedy, że gdy prezydent, prezes i dyrektor z tychże miejsc, spotykają się, to wszyscy oni, wymieniają się moimi filiżankami na pamiątkę.
Z czym pan ma? Ratusz? O, to ja mam konkatedrę. Fajnie? A pan? Matki Boskiej? Elegancko. To co, kawki?
Były też inne miasta, Głogów, Lubin, Międzyrzecz i inne, a i Cottbus, Guben, Niemcy przy granicy.
Pracowałam dzień i noc, a liczba pomalowanych sztuk spokojnie przekroczyła 10 tysięcy…
Postanowiłam w końcu tworzyć samodzielnie ceramikę i malować na własnych pracach. Kupiłam pierwszy piec i wpadłam po uszy w ceramikę. Wcale nie chciało mi się już malować, musiałam odpocząć od farb, glina dawała mi niesamowity relaks.
I z tego narodziła się moja pracownia, w której od 14 lat osobiście wykonuję własne wyroby ceramiczne.
Historia zatoczyła koło, znów wróciły kolory na filiżankach. Ale teraz maluję podszkliwnie, czyli działam na całej powierzchni kubka, w środku również, nie ma newralgicznych punktów, można wszędzie i wszystko. Można malować, skrobać, polewać, rysować, można używać transferów oraz stępli z gąbki z najróżniejszymi motywami. Można bawić się mydlanymi bąbelkami, wykorzystywać samoprzylepne szablony, czy używać płynów do maskowania.
Farby którymi pracuję to receptury, które opracowuję samodzielnie i wciąż udoskonalam.
Postanowiłam więc, że zabiorę te farby i tą całą ceramikę na plecy i stworzę fajne miejsce w samym centrum deptaka. Gdzieś pomiędzy kafejkami, a pączusiami, które sobie zabierzesz i pomalujesz kubeczek przy ulubionej kawce, zagryzając to, co lubisz.
Pamiętaj, że twoja praca będzie jeszcze poszkliwiona i wypalona. Odbierzesz ją dopiero po kilku dniach, za to będzie ona absolutnie użytkowa.
Zapraszam Cię do mojego świata już od 1 maja 2026 r. Na miejscu wszystko objaśniam, dodatkowo będziesz mógł skorzystać z wszystkich informacji pisanych i rysowanych. Zaręczam, że jeśli choć troszkę cię to ciekawi, to będzie to dla Ciebie absolutnie fantastyczny czas!
Adres: Żeromskiego 11, Zielona Góra
Zapraszam Cię bardzo, bardzo serdecznie!

 

Kliknij, aby uzyskać dostęp do logowania lub rejestracji cheese