Wiosenne radości wbrew logice

Dużo się fajnego wydarzyło ostatnio w pracowni, jeśli chodzi o progres twórczy. Powodów jest kilka. Jeden z nich to kiermasz, który miał miejsce w grudniu i spowodował praktycznie absolutne wyjałowienie prac z półek. Zatem ja, okolicznościowa bohaterka i miejscowy zwycięzca, obiecałam wszystkim wylewnie, że kolejny kiermasz spoko zaraz o tu, na wiosnę, zapraszam serdecznie. Po czym uświadomiłam sobie szybko, że mam stosunkowo kurde mało czasu, albowiem właśnie wysprzedałam jakieś półtora roku mojej pracy w towarze, a do wiosny pozostał mi w sumie to kwartał.
🤪
Ale pomyślałam, nic to, nic to i od tej pory nie zmarnowałam ani chwilki.

Jako, że mam coraz szerszy kontakt z klientami, bo wielu z nich odnalazło drogę do pracowni i gdyby nie maseczki, to wiedziałabym nawet, którzy odwiedzają mnie tu systematycznie. A oni niejako dyktują mi potrzeby, bo pytają o kolejne realizacje, czy może aby nie ma właśnie pojemników na sól, czy są maselniczki, a może dzbanki na wodę, doniczki-osłonki, a czy będą takie inne kwiatki, bardziej jak tamten. I to jest kolejny napęd na kreatywność użytkowania ceramiki hand made. W wyniku czego regularnie zaczęły powstawać maselniczki, dzbanki na wodę, pojemniki na sól oraz w opór kwiatków. Do tego wszystkiego króluje niezmiennie w moim serduszku kubek, ale właściwie do końca nie wiem dlaczego. Ale tak jest 🌱

Nie jest to łatwa forma do wykonania z gliny, a do tego wciąż walczę z uszkiem. Dość trudno zrobić dobre, wyważone, wygodne i do tego dekoracyjne uszko, ale już wiem, że jest ono potrzebne i już. Jednakże to kubek jest tym codziennym towarzyszem, jest najbardziej osobisty, dopasowany, poszukiwany każdego ranka. A dla mnie to małe dzieło, które należy wykończyć ładnie i z uczuciem, dokładnie dbając o szczegóły. Bo to jest ważne i tyle.

Ostatnio więc utoczyłam na kole kilka gigakubków, niektóre o pojemności 1 litra nawet, a potem wydarzyło się jeszcze coś innego…

Odkryłam ja, że koło garncarskie to jeszcze nie koniec realizowania tych wszystkich durnot, które mam w głowie. Uwielbiam koło, jednak przeszkadza mi w nim ta idealna doskonałość. Wychodzą z niego piękne równe przedmioty, przeważnie obłe, gładkie i wygłaskane.  Super. No i? Ano udało mi się zburzyć tą świętą symetrię, inteligentnie zadziałać,  ciekawie ponadwyrężać te równe ścianki bez (!) szkody dla nich. I wreszcie ..odsłonić nowe piękno. 🤔 Gładkie, równie, wygłaskane, ale zupełnie nielogiczne. Dlatego fajne. Coś czuję, że na dłużej zakoleguję się z nową techniką bo w sercu, no, zaśpiewały mi chóry anielskie.🚀

Poniżej więc, pierwsze egzemplarze warte uwagi, po które z resztą już zapraszam do sklepu. A po nieco więcej zapraszam na kiermasz 😁

26-28 marca, 2021, tu u mnie w pracowni. 💥 O tym właściwe też jeszcze przecież będzie : ))