Blog

25 postów

W poszukiwaniu ideału

Zachwyt nad twórczością własną to coś co się czasem artyście przydarza mniej lub bardziej. Fajne to, bo świadczy o tym, że pasja kwitnie, robota wre, flow trzyma a rezultat jest nawet nawet.

Moja zabawa z ceramiką to jak na razie radosna zabawa w poszukiwanie formy doskonałej, takiej, na której wizerunku zbuduję stabilną i czytelną swą markę.  Poszukiwania te oscylują już w każdej dziedzinie. Bo nie chodzi już tylko o kubek moi mili. Szukam miski, talerza, mydelniczki, podgrzewacza, dzwonka, domku, doniczki, patery, kieliszka, pojemnika,.. no i kubka też, też…

Zmiana to jednak coś stałego w tej pracowni, więc i asortyment permanentnie inny i cholera nieprzewidywalny.

Jedno jest na szczęście pewne. 👆 To czym się tutaj handluje ma być dobre. Rzecz ma być użytkowa, stabilna, łatwa w czyszczeniu, ergonomiczna, no jedyna w swoim rodzaju i piękna. Nie ma lipy, nie ma tandety.

No więc co się tu obecnie wyprawia?

Na chwile obecną mogę poszczycić się trafionym w punkt kubkiem z czarnej gliny, którego szkliwo powaliło mnie na kolana w zeszły czwartek. I co zrobisz. Wykończenie idealne, kubek lekki i pojemny, nawet ma podobnych kolegów, czyli komplet się uzbiera, wiec wszystko gra. Do tego stopnia jest super, że zaklinowałam się przy kole na dłużej i pociągnęłam temat. Więc może to już? Może to właśnie on będzie moim produktem markowym? Takim, który zawsze znajdziecie na półce w każdej ilości.. Takim, który będzie miał i talerzyk i cukierniczuszkę i miseczki.. Takim co to na hasło ag_pracownia, to zobaczycie ten przepiękny serwis czarno złoty…

No nic. Marzenia trzeba mieć, my się nie rozklejamy, wszystko przed nami i tylko sobie życzyć, żeby zmiany nie nadeszły zbyt szybko.

A ja do roboty.

🤓👍

 

Wpis dla wpisu

Moje blogowanie zaliczyło mały zjazd z powodów kilku. A to wyjazd, a to dużo pracy, a to nie chce mi się, lub co ja napisze, ale po co, i takie tam. Ale najgorszy powód to taki, że jakiś czas temu, w końcu, wysmarowałam nawet dość długi wpis, po czym przeżyłam dziki zachwyt, że o niczym a taki fajny i …. nie zapisał się.

Nawet nie skomentuję, ani nie pokuszę się o dołożenie znaków interpunkcyjnych czy emotów. Ludzie, którzy pracują na komputerze na pewno znają to uczucie.

A że wpis był wymyślony spontanicznie i w przypływie artystycznego flow, to okazał się nie do odtworzenia. Po nim nastały jeszcze trzy próby napisania bloga i każdy z nich na końcu okazał się do bani.

Dziś z kolejnych kilku powodów nawet mi się lepić nie chce. Usiadłam więc do bloga, bo może powiedzenie „Gotowe jest lepsze od doskonałego” dziś odnajdzie tu nowy sens i faktycznie opublikuję cokolwiek. Nie wiem czy ktokolwiek to czyta, więc tym bardziej wpis nie musi zawierać w sobie żadnych mądrości. A to już buduje do działania w sumie.

No cóż, gromadząc w jedno wrażenia z minionego czasu mogę rzec że pracownia działa i ma się dobrze. Zajęcia ceramiczne są tymczasowo na urlopie, a ja na poważnie zaproszę na warsztaty od września. Pomysł, aby systematyczne spotkania prowadzić w babskich grupach okazał się trafiony w punkt. Mam obecnie chwilę czasu na uporządkowanie tematów i działań podczas zajęć, więc powstał pomysł na ciut inny tryb pracy, który niebawem na pewno zepnę w całość i jaśniej opiszę.

Moja własna robota również spoko. Oscyluję pomiędzy zleceniami, czyli wizjami klientów a własnymi, w co uzupełnić by pracowniane półki. Ostatnio włączyły mi się miski, oraz patery z liści. Niezmiennie schodzą spod młotka podgrzewacze na woski zapachowe. O nich będzie pewnie jeszcze nie raz, teraz macie pootwierane okna, nie ma co kasy wypuszczać na wiatr. Zapraszam na jesień.

Taras świeci pustką, stara dobra wizja kawiarni, to już nie. Zakupiłam namiot, jako zadaszenie i się zobaczy. Fajne miejsce na kawę, na polepienie, na posiedzenie, na pobycie sobie. Myślę, że miejsce w końcu samo powie po co mi ono.

A! I koło garncarskie. To okazuje się niezłą ofertą, którą docenia coraz więcej osób. I tu już nie przebieram, Dorośli, dzieci, mały, duży, chłop, baba.. to jest akurat dla każdego. Siedzimy sobie we dwoje i jeden robi jak się patrzy, drugi patrzy jak się robi. Czyli na początku pokazuję co i jak, a potem uczestnik sam toczy. W rezultacie mija nam godzinka i powstają 2-3 prace, które ja następnie wypalam i oddaję poszkliwione i gotowe do użytku piękniuchy. Tak więc co jakiś czas ktoś zagląda tutaj po takie o właśnie nowe doznania. Zapraszam bo warto : )

No coż, to, że dziś nie mam energii, to nie powód, aby pomniejszać istnienie pracowni, no bo ona już żyje własnym życiem i to niekoniecznie całkiem i tylko za moją sprawą. Fajnie rośnie dzięki ludziom, którzy ją odwiedzają, którzy tu ze mną pracują lub do których trafia w postaci informacji, bo wie o niej coraz to więcej osób. Fajnie. Jak tak dalej pójdzie, to przed Bożym Narodzeniem będzie taki kiermasz, że wesele góralskie to przy tym pesia.

No oby.
To w takim razie wpis nastał i może być.
To publikuję.

: )

 

 

 

Kiermasz w kwiatki

Oj, lubię te wyzwania. Są przeważnie ciut ponad moją ludzką wydolność, ale kurde no. No lubię.

🌷Kiermasz wiosenny. Odbył się, owszem, chociaż, fakt, przeleciała mi taka myśl, żeby przesunąć święta. Pożegnałam ją szybko uniesieniem kącika ust z jednej strony i w okrojonej wersji kiermasz nastał.

Główną atrakcją jednakowoż, miało być malowanie jaj, czyli pisanki, które bardzo lubię. Dla mnie osobiście przygotowanie świąt Wielkanocnych mogłoby się ograniczyć tylko do tego. Malujemy je woskiem i wkładamy do barwników, to tak w skrócie. A efekt łał. Ale jak to mówią, zima jak co roku zaskoczyła kierowcow, czyli wzrost zachorowań nastepuje zawsze w święta. No i zbiegowisko byłoby nielegalne. Także ten.

Pozostała sama sprzedaż, czyli przemeblowanie i wypachnienie całej pracowni, z funkcją kulturalnej ekspozycji powstałych tu prac. Zaczęło się w piątek, potrwało do niedzieli. Mimo, że za każdym razem wyglądało, jakbym siedziała w pustej pracowni, to i tak się mocno działo. Jakoś tak to jest, że odwiedzający przychodzą jeden po drugim, zawsze w odległościach czasowych, a nie wszyscy na hura. Nie rozumiem tego zjawiska, bo przecież teoretycznie jest możliwe, żeby wszyscy, kto planował odwiedzić pracownię, weszli do mnie w sobotę o 14.37. Ale tak sie nigdy nie dzieje. Przychodzą po kolei przez trzy dni. Genialne.

Przyszły same sympatyczne osoby, chyba się nawet uśmiechały, ale w tych czasach tego nie widać. Poczyniono wiele zakupów, bez konkretnej tendencji. Niektórzy ulegli tej chałdzie kwiatków, przez którą trzeba było się przedrzeć na wstępie, jesli udało sie tego chwilę wcześniej na parkingu nie rozjechać i witali mnie już z naręczem zdobyczy. Kolejni zatopili się w zadumie pt. : cholera, który kubek..? Ale jest jeszcze inny rodzaj klienta, który bardzo lubię. To rodzaj Łowcy, który szuka tego jedynego egzemplarza czegokolwiek, byle byłoby to coś ciekawego, dziwnego i nietypowego. Sięga on wtedy głęboko w półki i wyciąga stamtąd rzeczy mocno zaprzeszłe, o których nikt już dawno nie pamięta. W ten sposób znika mi z regałów dosłownie wszystko. Miłe to.

Mimo, że szał zakupów przypisany jest bliżej tych zimowych świąt, to muszę powiedzieć z mocą, że ten kiermasz był dla mnie dobrym czasem. Stosunkowo do sytuacji i innych warunków: bardzo dobrym. Pozostał uśmiech, papierowe jajka na płocie, oraz poważny plan na gwałtowne zagospodarowanie tarasu. Oj, nic jeszcze nie powiem, ani trochę, możecie mnie kołem łamać, nic a nic, słówka nie pisnę, no dobra! Dach będzie i miejsce do pracy i posiedzenia i w spokoju kupowania też! Tadaaam! 😁

🌹I dziękuję Wam za ten weekend.🌺 Za zakupy, za odwiedzinki, za poluby na fejsie, za zamówienia. 💐Fajnie bardzo było. I cóż, no pięknych świąt wam życzę ze słuszną porcją słońca🌻 i uśmiechu 💚

 

Wiosenne radości wbrew logice

Dużo się fajnego wydarzyło ostatnio w pracowni, jeśli chodzi o progres twórczy. Powodów jest kilka. Jeden z nich to kiermasz, który miał miejsce w grudniu i spowodował praktycznie absolutne wyjałowienie prac z półek. Zatem ja, okolicznościowa bohaterka i miejscowy zwycięzca, obiecałam wszystkim wylewnie, że kolejny kiermasz spoko zaraz o tu, na wiosnę, zapraszam serdecznie. Po czym uświadomiłam sobie szybko, że mam stosunkowo kurde mało czasu, albowiem właśnie wysprzedałam jakieś półtora roku mojej pracy w towarze, a do wiosny pozostał mi w sumie to kwartał.
🤪
Ale pomyślałam, nic to, nic to i od tej pory nie zmarnowałam ani chwilki.

Jako, że mam coraz szerszy kontakt z klientami, bo wielu z nich odnalazło drogę do pracowni i gdyby nie maseczki, to wiedziałabym nawet, którzy odwiedzają mnie tu systematycznie. A oni niejako dyktują mi potrzeby, bo pytają o kolejne realizacje, czy może aby nie ma właśnie pojemników na sól, czy są maselniczki, a może dzbanki na wodę, doniczki-osłonki, a czy będą takie inne kwiatki, bardziej jak tamten. I to jest kolejny napęd na kreatywność użytkowania ceramiki hand made. W wyniku czego regularnie zaczęły powstawać maselniczki, dzbanki na wodę, pojemniki na sól oraz w opór kwiatków. Do tego wszystkiego króluje niezmiennie w moim serduszku kubek, ale właściwie do końca nie wiem dlaczego. Ale tak jest 🌱

Nie jest to łatwa forma do wykonania z gliny, a do tego wciąż walczę z uszkiem. Dość trudno zrobić dobre, wyważone, wygodne i do tego dekoracyjne uszko, ale już wiem, że jest ono potrzebne i już. Jednakże to kubek jest tym codziennym towarzyszem, jest najbardziej osobisty, dopasowany, poszukiwany każdego ranka. A dla mnie to małe dzieło, które należy wykończyć ładnie i z uczuciem, dokładnie dbając o szczegóły. Bo to jest ważne i tyle.

Ostatnio więc utoczyłam na kole kilka gigakubków, niektóre o pojemności 1 litra nawet, a potem wydarzyło się jeszcze coś innego…

Odkryłam ja, że koło garncarskie to jeszcze nie koniec realizowania tych wszystkich durnot, które mam w głowie. Uwielbiam koło, jednak przeszkadza mi w nim ta idealna doskonałość. Wychodzą z niego piękne równe przedmioty, przeważnie obłe, gładkie i wygłaskane.  Super. No i? Ano udało mi się zburzyć tą świętą symetrię, inteligentnie zadziałać,  ciekawie ponadwyrężać te równe ścianki bez (!) szkody dla nich. I wreszcie ..odsłonić nowe piękno. 🤔 Gładkie, równie, wygłaskane, ale zupełnie nielogiczne. Dlatego fajne. Coś czuję, że na dłużej zakoleguję się z nową techniką bo w sercu, no, zaśpiewały mi chóry anielskie.🚀

Poniżej więc, pierwsze egzemplarze warte uwagi, po które z resztą już zapraszam do sklepu. A po nieco więcej zapraszam na kiermasz 😁

26-28 marca, 2021, tu u mnie w pracowni. 💥 O tym właściwe też jeszcze przecież będzie : ))

 

Luty i jego bohater

Się zaczął, przyszedł nagle jak do siebie ten luty. Nie pytał, nie pukał. Ciach i jest. Jakoś wyjątkowo go nie lubię. Choinka rozebrana, pogoda taka złowroga, nic sie nie dzieje. Jakiś horror..

Ja natomiast, zamknięta w pracowni z napisem OTWARTE na drzwiach, oraz na potykaczu na chodniku, jakoś trwam. Pomimo biadolenia na porę roku, pracuję na pełnej petardzie, co mnie trzyma w pionie i osobiście dodaje słońca. Powstały między innymi nowe misy, nie za malutkie, oj nie, a także takie wynalazki jak dzbanki na wodę, podgrzewacze na woski zapachowe, pojemniki na sól, miseczki na sosiki oraz mój osobisty, genialny, dość świeży wynalazek: podgrzewacze pod kubki.

Ten ostatni zasługuje na szczególną uwagę. Wykorzystuje się go dokładnie jak podgrzewacz pod dzbanek z herbatą. Działa na świeczkę teelight. Tyle, że stawia sie na nim kubek z kawą czy czyms ciepłym co tam sobie lubicie. Świeczka wystarczy, aby napój był cały czas przyjemnie ciepły i to się fantastycznie sprawdza. Podgrzewacz tymczasem jest sam w sobie ciekawy i estetyczny, oczywiście ręcznie zdobiony i malowany, z dbałością o szczegóły. Komponowany jest z kubkiem, ale można go nabyć solo, ponieważ podgrzać można na nim również każdy inny kubek ze szkła lub ceramiki. Sam bez kubka, występuje po prostu jako świecznik. A, no i ważna wiadomosc dnia: świeczka nie brudzi kubka, czyli nie kopci. Fajnie nie?

Tak więc, to chyba bedzie Bohater Tego Miesiaca, pomimo, że cała ta reszta dzieł rąk własnych, wprost powala kolorami, wzorkami, kropeczkami, kwiateczkami i złotymi akcentami. Postanowiłam bowiem świadomie i przedwcześnie wejść z jasnym czołem w wiosnę.

A dalej? Dalej będą jeszcze giga-kubki, takie około 1 litra pojemności i coś koło tego. Powiecie: absurd. A ja na to: czemu nie?? Będą też doniczki i osłonki na doniczki, a także w planach mam formy do pieczenia chleba. Te z kolei mam w domu, używam, testuję i uważam, że to najlepsza forma w jakiej przyszło mi piec. Nigdy nie zardzewieje, nie zdrapie się powłoka, domywa się w zmywarce i jest kulturalnej objętości. Przede wszystkim bowiem jest wysoka, więc już na szczęście nie skrobię piekarnika jak mi babka czy chleb zbyt mocno poszaleje podczas pieczenia. Jest też wygodna, bo ma dwa fajne uchwyty po bokach. I jest po prostu ładna, mogę więc w niej bezpośrednio na stole serwować wszelkie wypieki. Duma.

To wszystko, w otoczeniu ceramicznych kwiatow oczywiście, które pięknie powracają już do łask, będzie gotowe na 26 marca 2021, na godzinę 12.00. To moment kiedy rozpocznie się kolejny już kiermasz w pracowni, tym razem wiosenny. Potrwa on 3 dni, od piątku do niedzieli. Bedzie taniej i bedzie.. malowanie pisanek! Ho ho! No ale o tym już w kolejnym wpisie😊

Czuwaj 🤓

 

Styczeń

Ciekawy czas ten styczeń. W pracowni panuje jakaś nieuzasadniona dyscyplina, zupełnie nietypowa dla tej właśnie szerokosci geograficznej. Może sprawiły to dni wielkich, głębokich porządków, które zaserwowałam sobie zaraz po świętach, ale to tak głębokich, że strach blady brał.. Uporządkowane i wymieszane zostały wszystkie szkliwa, wykonane świeżutkie próbki, (duma!), bylo i trwa nadal odświeżanie gliny, nastąpił rekonesans co ile jest i czego, a nawet były jakieś odważne wymiatanki zaregałowe zaprzeszłe. No duuma. Oczywiście jest nadal co robić w temacie, ale i tak powiało niezłą świeżością i praca teraz wre jak złoto.

Wspomnieć tu muszę, że poddałam mój piec do wypalania ceramiki, mój poważny, najważniejszy sprzęt w pracowni, gruntownemu remontowi, z wymianą wszystkiego co już było potrzebowalo. Ta operacja sprawiła, że praktycznie mam nowy piec, mocniejszy nawet i pewniejszy. Zaczęłam z tej radości już prawie do niego gadać. Zafundowałam mu też od razu nowe, lepsze miejsce, przesuwajac go do innego pomieszczenia, które działało raczej do tej pory jako magazyn. Teraz to już poważna piecownia, gdzie uwaga(!), stanie niedługo drugi piec!! Pochwalę się, że ten notabene został już zakupiony. Tadaam!

Tak więc pierwszy roboczy dzień w tym roku zaczęłam, już od bladego świtu, mocno pracowicie. Koniecznie musiało się to odbyć na kole, bo ono w wyniku przewalanek ciężkiego sprzętu, również zyskało nowe atelie, tylko do tego celu. Taka praca, w takim komforcie, musiała od razu mocno odwdzięczyć się dobrą energią, bo niedlugi potem załączyłam cały piec, wypchany wielkimi nowymi miskami, cudacznymi podgrzewaczami do kubków, dzbanków i olejków, jakimiś wynalazkami do kawy i w ogóle Bóg wie czym. Teraz czeka mnie szkliwienie tego wszystkiego i kolejny wypał, ale przed tą zabawą jeszcze daje sobie czas na lepienie, bo szkoda tego dzikiego flow, które mnie wciąż roznosi..

Reasumując, z jasnym czołem weszłam w Nowy Rok i poplanowalam już sobie jego pierwszą połowę. Uknułam przy tym kolejny kiermasz na tydzień przed Wielkanocą, gdzie z całych sił chcę przywitać wiosnę. Obiecuję, że będzie mocno kwieciście, kolorowo i radośnie.

I to wszystko mocno napędza mnie do działania, bo styczeń sam w sobie, no cóż, wespół z lutym sprawiają, że mocno marudzę. Ale nie ma co. Korzystam z tego poświątecznego spokoju, cieszą mnie wciąż lampki i skutecznie ciepła herbatka. I niech sobie tak trwa.

Dobrego zdrowego roku!

Wrażenia po kiermaszu

Mikolajkowy Kiermasz Ceramiki w pracowni już za mną. Był to wyjątkowy, bardzo dobrze spędzony dla mnie czas, oraz mam nadzieję przyjemnie i korzystnie dla tych, którzy mnie odwiedzili. Serce mi rośnie jak odwiedzają mnie coraz to nowi ludzie i widzę, że to co sie tutaj wyprawia, nie pozostaje im obojętne. To dla mnie bardzo duża nagroda, radocha i motor do dalszego dzialania. Fajnie jest też porozmawiać, poznać, posłuchać o tym co innym w duszy gra. W innych również drzemie wrażliwy artysta, lubią rękodzieło, sami się podejmują jakiegoś ręcznego dłubania. To ubarwia nam życie, prawda?

A czas na promocję pracowni okazał sie być bardzo łaskawy. Zawitało do pracowni w tym czasie mnóstwo osób, a ja praktycznie sprzedawałam całe dwa dni i jeszcze w niedzielę. Żywiłam się w tym czasie ino winem i ciastkami, czym również szczodrze było częstowane. Pozostały mil zlecenia i szczera chęć współpracy, oraz fakt, ze miejsce odwiedza nadal codziennie po kilka osób i prace wciąż ubywają. Po półkach pracownianych zaczyna hulać wiatr…

Nie potrafię powiedzieć co najbardziej sie sprzedawało. Okazuje sie, że każdy lubi cos innego i po coś innego przychodzi. Kubki owszem, miski, domki, dzwonki, ale i kominki zapachowe. Te ostatnie nie znalazly sie jeszcze w sklepie, ponieważ już ich nie mam. Zareagowałam dość szybko i już stygnie pierwsza partia nowych. Za kilka dni wyskoczą całkiem gotowe, część już jest zamówionych. No oczywiście, że zamierzam je pokazać! Obym zdążyła..

A, i kwiatki. Zostały umieszczone na tarasie, w podświetlonym namiocie, wyeksponowane na stołach w wazonach. Właściwie ze wzgledu na to, że to nie za bardzo TA pora roku, to występowały w formie ciekawostki, że takie są, że będą gdy przyjdzie na nie czas. Ale i tak były kupowane bukietami całymi i już teraz naobiecywały wszystkim wiosnę.

Były też małe drobiazgi, domeczki do powieszenia na choinkę, serducha, oraz.. próba przymiarki do aniołków. No cóż, powszechne jest, że każda pracownia ceramiczna ma jakieś anioły. Szlachetne to i ładne. Tymczasem ja uważam, że jesli tak, to moje aniolki nie mogą być banalne, pospolite i.. tanie, gdzie tu wcale nie myślę teraz o pieniądzach. Mają mieć w sobie jakąś drugą warstwę, głębię, dowcip, dynamikę.. No to podjęłam taką próbę.. Nie, nic nie wyszło na razie z głębi i tych innych rzeczy, pozostał chyba tylko dowcip, bo sama walczyłam, żeby chronić przed nimi małe dzieci..

Piszę o tym i piszę, bo strasznie mnie to wszystko cieszy. Cieszy mnie każda rzecz z mojej pracowni w waszych domach, to radość każdej minuty mojej pracy. To radocha z tego, że coś co sobie wymyśliłam zaistniało i teraz ktoś z tego korzysta i może jest jego ulubionym kubkiem, paterą miską czy ozdobą. To radość z tego, że wszystko to ma coraz wiekszy sens.

Co chyba najważniejsze w tym przydługim wpisie, to moja chęć podziękowania wszystkim, ale to wszystkim, którzy byli ze mną, którzy przyszli, którzy udostępnili informację, ktorzy pomysleli ciepło i którzy sobie to tutaj pokupowali.. Wszystkim, wszystkim wielkie DZIĘKUJĘ. Nie byłoby tej radości bez Waszej reakcji przecież 😘

Niniejszym juz teraz przeczuwam kolejny kiermasz, taki na wiosnę. Będą oczywiście kwiatki, marzą mi się kolorowe formy do ciasta i babek, absurdalnie słodko wymalowane. Będą osłonki do doniczek oraz pewnie nadal miski i kubki. Będzie kolorowo i wyjątkowo.

Tymczasem ja jestem i nadal działam. Jeśli tylko potkniecie się o potykacz na chodniku z napisem OTWARTE, to nie zastanawiajcie się. Zapraszam bo jestem. Codziennie 9-17.

🤓

 

Mikołajkowy Kiermasz Ceramiki 4-5 grudnia

Rok dwadzieścia-dwadzieścia tupta sobie jak gdyby nigdy nic, a pozostawiając po sobie niezły kocioł. Odczuli to chyba wszyscy, ale to już wiemy. Moje garnki w pracowni również są zawiedzione, bo miały pojechać na wycieczkę do Wrocławia, do Dużego Miasta, miały poznać nowych właścicieli i zacząć żyć nowym pięknym życiem. (Chodzi o targi, no nic z tych rzeczy się nie odbyło) Siedzą tu nadal jak te zwierzaki w schronisku, smutno patrzą w okno i obserwują jak mnożą się nowe, przybywają, pączkują, a nowym trzeba ustąpić miejsca. W końcu wspólnie gromkim chórem rozległ się okrzyk Basta! Robimy imprezę! Będzie Kiermasz!!

Dostałam rolę zorganizowania ciastek i skombinowania wina. Oczywiście musi to być grzaniec, bo na kiermaszach świątecznych jest zawsze grzaniec. Nabyłam więc drogą kupna Warnik (!) i stałam się posiadaczką fajnego wynalazku. No przecież przyda się na co dzień.. Następnie ograbiłam najbliższą Biedronkę z masła, bo masło musi być. Ciastka to przecież cenne źródło węglowodanów prostych! A ich wielka moc polega na tym, że są pyszne, a to dobrze wpływa na ducha, poczujemy więc wyjątkowy klimat, jakie niosą święta, będą światełka, muzyka, zatrzymasz się na chwilkę.. Poza tym wyjdziesz z upominkiem, bo dla każdego będzie coś pociesznego..

Poza ty można będzie zobaczyć, dotknąć i przymierzyć każdą z prac, która tu powstała. Co mamy? Kubki mamy. Ale aleee! Już nie tylko! Zarzekałam się jeszcze nie dawno, że kubek, kubek, bo super jest. No więc nie ma nic bardziej pewnego w życiu niż zmiany. Polubiłam koło garncarskie i regularne michy. Polubiłam skrobanie po szamotowej glinie i te domy stare i spękane. Doniczki, chodzą za mną strasznie, ale jeszcze z nimi to chwila. Kwiaty. Super temat, relaks na pełnej petardzie, żadnych reguł i zasad. Jeszcze szukam aniołów. Ale to przede mną.

Sam kiermasz zaczyna się od płotu, który jest długi no to info wyszło długie : ) Nie idzie przegapić. Potem parking, który jest dla Was, ale już tu się dzieje. Pracownia będzie wykorzystana na ekspozycję wszelkich tematów, jest kilka zegarów nawet, domki-świeczniki, serca, filiżanki, miski, podstawki, kwiatki, gwiazdki, kubki, filiżanki, miski… kubki, miski, filiżanki… Jest też taras bezpośrednio za pracownią, tu będzie namiot ze stołami, gdzie również będą prace. No i co, będzie pachniało i grało.

A. Jeszcze mam bony podarunkowe. To dla tych, którzy nie będą wiedzieli co kupić cioci. Ciocia z takim bonem może przyjść kiedy zechce i sama wybierze co jej się podoba. Bon mogę wypisać na dowolną kwotę. Ciocia również może wykorzystać taki bon na zajęcia ceramiczne, lub indywidualne warsztaty toczenia na kole garncarskim, jeśli okaże się, że ma duch wojownika. A co! Bony w tych dniach to również kwota pomniejszona o 15%, więc okazja szersza niż myślimy.

Polecam więc serdecznie odwiedzić to królestwo kreatywności, zapraszam wszystkich gorąco i namolnie, bo naprawdę sądzę że warto. I co, no do zobaczenia! Mikołajkowo, piernikowo, kolendowo i bardzo bardzo ciepło!

4 grudnia – piątek, w godzinach od 9.00 – 18.00, lub ostatniego klienta  : )
5 grudnia, sobota, ciąg dalszy od 9.00 – 14.00.

 

 

Ceramiczny kwiat

Dopadła mnie twórczość radosna, relaksująca dla mnie, dająca mi dużo dobrej energii. To nieduże formy ceramiczne przemawiające w rezultacie jako kwiat. Kwiat zawsze cieszy, wprowadza w dobry nastrój, koloruje nam monotonię codzienności. Nie bardzo znam się na nich, więc nie udaję, że wiem więcej niż wiem. Nie ośmielam się ich nazywać, aby nie obrazić Natury. Powstają prawie, że same, wyskakują spod dłoni jeden za drugim. Nie wymagają poprawy, choć nigdy nie są idealne. Decyzja o tym, że kwiatek jest skończony zapada błyskawicznie i intuicyjnie. Czasem wychodzą tak, czasem inaczej. W piecu zawsze się zmieszczą, są pokorne i zgodne. Nie pozwalają mi się martwić, że krzywo czy nie tak. Wypływają z potrzeby chwili, jak chcą to wychodzą tak, a jak w duchu ciężko to nie pchają się na świat. Wychodzą mi tylko wtedy gdy jestem radosna. Fajnie mi z nimi.

Potem zaludniają mi wszystkie wazony, powtykałam je w małe doniczki z domową zielenią, czasem zaczynam dzień w pracowni od spontanicznej wiązanki. Schodziłam las po gałązki i patyki, mam w co je ubierać. Przydają mi się kawałki płótna szarego, juty i sznurka. Jak ma być elegancko, wyjmuję rafię.
Kwiatki usadzam na prostych drewnianych patykach, a te drobniejsze na kolorowych drucikach. Można wybierać, czy mają iść w zielone doniczki czy w suche bukiety. Te ostatnie dobrze wyglądają na surowym lub białym drucie.

Część z nich już umieściłam w sklepie. To te na druciku. Ogarnę zaraz kartoniki i wyślę Wam też te długie, piękne i duże. W piecu stygną surowe kwiatki, czekają na szkliwo. Mam wielkie plany już na poniedziałek. Piec nie odpoczywa niestety, no nie wypada mu przy moim twórczym adehde.

Komu więc już przekwitło w ogródku, to zapraszam serdecznie. Żaden z nich się już nie powtórzy..

 

#zielonaceramika

Do tej pory broniłam stanowiska, iż kubek jest to ten jedyny, mój i będę nad nim pracować dozgonnie. Bo jest najlepszy, najbardziej funkcjonalny i posiada wielki potencjał artystyczny.
Tak. To wszystko prawda.
Tworzyłam je więc na potęgę, no każdy fason i pojemność świata. Toczyłam na kole garncarskim, lepiłam z plastrów gliny, wylewałam w formie oraz klepałam je w dłoniach. Cztery techniki z których każdy z nich dostawał różne szkliwo, inne ucho, doklejałam im kwiatki i guziki, odciskałam faktury, drapałam i klepałam. Każdy z nich jest dopracowany i porządnie wypalony. Mnożyły się jak świnki morskie i wypełniły wszystkie półki w pracowni niemal po same brzegi
I myślałam, że tak zostanie już do końca, ale któregoś dnia odczułam głód. Bo w sumie czemu tylko kubek?

Nadszedł czas na nowe spojrzenie i pomyślałam ciepło znów o domkach. Ja je lubię a one mnie, więc znów zaczęły mnie sympatycznie prześladować. A że nie chcę tworzyć rzeczy zbędnych, to dążę do funkcjonalności. I tu się zaczęło nowe. W domek wsadzimy roślinkę, w okienka świeczuszkę, a w kominie będzie pachniało. Nazwałam je #zielonaceramika. I tak zostało, bo pierwsza myśl najlepsza.

Są więc małe skromne parterówki , które zamiast dachu mają mały ogród botaniczny, poprzez niewielkie budyneczki z ogródkiem, aż po wyższe domy ze spadzistym dachem, ceramicznym drzewem i dwoma zielonymi tarasami. Przy każdym z nich świetnie się bawię i nie potrafię stworzyć kopii poprzedniego, więc szczerze radzę, jak się podoba to kupuj człowieku bo to taki jedyny i więcej nie będzie..

Wypalona glina to zdrowy, przyjazny materiał. Sprawdził się przy naczyniach, formach do pieczenia, dekoracjach. Chroni, dźwięczy, zdobi, emituje dobrą energię. Słowem rządzi. Całość zaś bardzo cieszy oko, bo i fajnie czują się w niej roślinki : )