zielonagora

6 postów

Kubek i ja

Położyłam ostatnio nacisk na świadomą obecność w socjalach, a najbardziej upodobałam sobie instagram. Jest to spore okno na potencjalny odbiór tego co oferuję, doszukałam się w tym jakiegoś sensu, więc postanowiłam żywo uczestniczyć w cyber-życiu moich „followersów”. Niniejszym ten wpis to relacja z mojego wakacyjnego wyjazdu sam na sam z ino kubkiem, ponieważ zasługuje on na wpis.

Wybrałam się któregoś pięknego lipcowego dnia na wyjazd, który chodził mi po głowie i chodził. To zupełnie samotny wyjazd w nieznane, bez żadnego „muszę”. Piękny, spokojny czas. Zawitałam w Karkonosze, po których, no nie musiałam przecież chodzić. Zabrałam ze sobą czarkę do kawy, no bo lubię takąż do kawy. I wpadł mi na miejscu do głowy pomysł, że moja czarka może stać się oficjalnie kompanem w tej podróży po szlakach i nowych myślach, które z racji tego, że nie miałam do kogo gadać, kłębiły się w mojej głowie w ilościach przemysłowych.

Pierwszego dnia czarka zaistniała jako bohater chwili w przesłaniach i fotografiach, które udostępniłam czym prędzej światu. Drugiego dnia natomiast, gdy już wyczułam klimat i zaczęłam się fajnie rozkręcać w tej niegroźnej szajbie… czarka upadła mi na chodnik! Kurza morda!! No jakkk!?!

Był to poważny kryzys. No jak..? Przecież zaczęło się tak fajnie.. Miałam duże oczekiwania po tym wyjeździe, nowe pomysły mnożyły się, co ja to z tym moim kubkiem nie będę wyprawiać, gdzie my to się nie pokażemy i w ogóle… a tu w jednej sekundzie świat stanął ewidentnie w miejscu..

I nagle olśnienie.. Mam kubek!! Nie wypakowałam kubka z bagażnika! Jest!! Jest drugi!!
Tak, był w aucie! Nie warto więc zawsze wszystkiego eliminować w celu posprzątania sobie otoczenia. Czym prędzej wyjęłam go dwoma rękoma i od tej pory pilnowałam jak oka w głowie. Ten na szczęście miał ucho, był małą filiżanką nie czarką, więc można było go przywołać do rozsądku o wiele łatwiej. Pochodził z tego samego komletu. Super! Człowiek czasami się popatrz nie spodziewa.. : )

Jeździł więc ze mną wszędzie, pite było wszystko praktycznie, co można było w zasadzie w danej chwili wypić. Kawa w knajpce przelewana była pod stolikiem do własnego, woda z butelki najpierw do kubeczka no i wieczorne winko, to już obowiązkowo.

Fotografowaliśmy się niczym celebryci na każdym rogu. Kubek był w górach, na ognisku, w gustownej knajpce, w pięknym japońskim ogrodzie z muzeum, łaził ze mną po deptaku oraz spędzał długie wieczory przy filmach. Oczywiście obejrzeliśmy Amelię, gdzie on, jako główny fan krasnala, który w filmie również wspaniale podróżował, utożsamił się ze swym bohaterem i nawet tak kazał siebie nazywać..

Po tygodniu naszych niesamowitych przygód zorientowałam się, że nie to było dziwne, że ja do niego gadałam, ale fakt, że on zaczął mi odpowiadać. Pomyślałam: już czas.

Zapakowaliśmy się więc z krasnalem do auta, zabraliśmy resztkę wina na drogę i wróciliśmy z powrotem do domu gaworząc sobie wesoło. W zasadzie nie pamiętam kto prowadził, chyba każde z nas po trochę.

Na miejscu, oprócz ciepła domowego ogniska, powitały nas setki innych kubeczków i misek, ale mój kompan na dobre i na złe, tutaj w tym tłumie, wśród innych, jakoś zamilkł… No cóż, to ponoć dobrze. Zabrałam się więc do dalszej pracy, ale z miłym rozrzewnieniem rozpamiętując wspólne chwile, cichutko obiecałam krasnalowi na uszko, że to nie jedyna nasza wyprawa : ))

 

 

Praca własna

Nadarzył się nam taki czas, którego się nie spodziewaliśmy. U mnie w pracowni opustoszało smętnie, więc włączyła się twórcza inwencja, bo akurat ja mam kwarantannę jak malowanie. Praktycznie do pracowni czasami wpuszczam tylko kota.

Inwencja to nowe egzemplarze w postaci kwiatów, na które wzięło mnie jakiś czas temu w ramach propozycji na zajęcia. Kwiaty nie miały być „podróbką” kwiata, bo tego by się nie udało wykonać z klasą, no a efekt płaskiego plastiku mnie nie interesował. Była to raczej inspiracja dziełem natury i pójście na żywioł. Okazuje się że do tego też trzeba mieć chwilę, bo kolejna sesja nie wyszła już tak gładko.. I znowu przekonałam się, że trzeba korzystać z natchnienia, bo sobie hen pójdzie. Na szczęście to co wyłoniło się z pieca w pełni mnie satysfakcjonuje.

Powstał również fajny domek w stylu prowansalskim. Ten ucieszył mnie niezmiernie, bo stanowi po części doniczkę na przydomowy ogródek. Fajnie się w nim dzieje, są schodki i komin z ptaszkiem i tak na prawdę miejsce wewnątrz na bezpieczne palenie świecy czy podgrzewacza. Czyli cała masa atrakcji w jednym. Oczywiście oczyma duszy widzę już spore miasteczko, bo kolejne domy mnożą się w mojej głowie, a jak wiadomo myśl jest już dobrym początkiem osiągnięcia celu. Czuję się więc zobligowana aby podołać wyzwaniu.

No i koło garncarskie, gdzie dzieją się…. (tu werble..)… no nie kubki tylko… MISKI! Tak tak.. miski. Mnóstwo całe, na razie takie nie za małe, cieszą mnie jak szalone, codziennie przybywa ich po kilka i nawet można je powiązać w fajne komplety, bo trzymam się dzielnie jednego fasonu. Niektóre będą poszkliwione tak jak mój pierwszy superkubek, który pociągnął za sobą konsekwencje w postaci całej linii naczyń, gdzie budowane są z czarnej gliny a wykończone są pięknie szkliwem efektowym, a ono jak już wiemy, broni się samo. Reszta prawdopodobnie dostanie szalone kolorki i mnóstwo fikuśnych szczegółów w postaci kwiatków i drobnych akcentów. Będzie śmiesznie.

No i sny o kawiarence… no cóż, tymczasem odkładam moje marzenie już na kolejny sezon, a w to miejsce uzbroję się w sklep internetowy. Na niniejszej stronie dojdzie po prostu jeszcze jedna pozycja, co da mi zajęcie na długie samotne godziny, a całej reszcie ułatwi zakup fajnej miski bez fatygowania się z własnej kanapy. Będzie luksusowo!

A poniżej na osłodę kilka zdjęć z poczynań pracy własnej, o nieokiełznanej tematyce..

Miłego oglądania : )

O pewnym kubku

Niektóre wynalazki wynajdują się same, to taka tajemna strefa w życiu, gdzie akurat rządzi przypadek. No i mnie również spadło przysłowiowe jabłko na głowę. Gdy to się wydarzyło, wtedy rozstąpiły się chmury, pojawiły się świetliste promienie i zaśpiewali pięknie anieli.. 
Bo..
Któryś z wypałów okazał się wypałem nad wypały! Mimo, że z całego pieca tylko jeden kubek był tym, na którego naprawdę warto było zwrócić uwagę, to i tak wydarzenie jest niezaprzeczalnie wyjątkowe. Na szczęście jest możliwe do powtórzenia, a to w tej branży rarytas..

Zachwycił mnie tutaj efekt sprawczy wysokiej temperatury. Reakcje chemiczne w takich warunkach to już działanie sił wyższych, na co już ja tutaj nie mam wpływu. Wszystko co mogłam zrobić, zrobiłam wcześniej; wypracowałam sobie na kole fajny kształt, dokleiłam czadowe ucho i zadbałam o cały szlif, a następnie porządne poszkliwienie. Potem wpakowałam wszystko do pieca, no a tam się po prostu dalej samo dzieje.

Połączenie mojej ulubionej czarnej gliny i szkliwa, które ogólnie jest moim faworytem, tzw Biały Efekt, oddało po wypale genialną symfonię smaku dla co wrażliwszych zmysłów. Pojawiły się na powierzchni piękne barwy, odcienie beżów, brązów i błękitów, a te zyskały na tej pracy własne życie! Skąd tyle kolorów, skąd te barwne przejścia, skąd w ogóle połysk przy matowym szkliwie..? ratunku….
Ceramiko, nie znudzisz ty mi się za szybko!
: )

No i kiepska wiadomość jest taka, że zrobiłam temu kubku tylko jedną fotkę. Od razu został zarezerwowany i przechwycony, co oczywiście cieszy. Reakcja moja była więc natychmiastowa; z miejsca wykonano kolejne, szybko wypalono i już kolejka czeka na miejscówkę w piecu. No jednak można, no..

A poniżej to jedyne właśnie zdjęcie. Co tu więcej gadać..

 

Czas na pracę

Lubię ten okres, kiedy mam przed sobą czystą kartę w postaci całego roku. Moja radość jest tak nieokrzesana, że wdziera się z tego szczęścia coś w rodzaju chaosu, no bo jest to czas na który przerzucałam wszystko czego nie dało się rady wykonać przed końcem roku. Niniejszym stoję przed wielką górą fantastycznych pomysłów i podejmuję od kilkunastu dni próbę ich uporządkowania. Zapewne nie jestem w tym osamotniona. No i już raźniej : )

W pracowni odbyły się już dwie nowe akcje: Sobotnie zajęcia dla każdego, oraz miało miejsce spotkanie przy kole. Okazuje się, że pracownia zaczyna przyciągać niebanalne, ciekawe świata osoby, które potrafią mnie fajnie wzbogacić. Przy tych zajęciach oprócz tego, że powstają świetne prace to człowiek spotyka się z nową energią.  Spodobało mi się. Zapraszam jeszcze.

A jeśli chodzi o moje osobiste działania twórcze, to oprócz nowych kubków, które już istniały ale czekały na ostatnie pociągnięcie pędzla (i się doczekały!) i oprócz tych, które dostały już nowe życie; z koła czy z formy i wreszcie oprócz serii obiecanych talerzyków, to aktualnie jeszcze zmierzam się z lampami.. Będą to klosze, część z czerwonej gliny część z porcelany. Rzecz dzieje się właśnie i wydarza,  no i tyle mogę zdradzić. Gdy będzie gotowa, to na pewno się pochwalę.  I na tym wątek urywam znajomym cdn..

Krótka relacja z zajęć nocnych

Zajęcia czwartkowe wypadły genialnie. Trwały prawie sześć godzin, z czego one pracowały 98% całego tego czasu.. 2% zeszło na zjedzenie pizzy, którą postanowiły zamówić, bo tak. Praca na prawdę gruba, domy mają ponad 30 cm wysokości! Kupa pracy i mega zaangażowanie.

Było pite wino, woda i herbata. Na stole zagościły różne mniejsze lub większe przekąski ale najfajniejsza była atmosfera. Do powtórzenia, bo szkoda by było nie.

W dole zdjęcia z tego co się działo na stole, a niebawem pokażę gotowce, jak tylko wyjdą z pieca. Warto poczekać na efekt końcowy, bo to będzie efekt łał : )

 

Nocne Lepienie

Czasami jest tak, że temat na zajęcia przekracza wszelkie ambicje i trzeba zrobić dłuższe spotkanie. Wtedy robię Nocne Lepienie, które z resztą zdarzyło się tu już kilka razy.    
Charakteryzuje się ono oczywiście dłuższą nasiadówką. To pewnik. A jak już siedzimy tak tutaj sobie, to mamy przyniesione jedzonko w stylu przystawek, lub ciasteczek i do tego oczywiście wino. No bo artyści i wino to przecież jedna szuflada.    
W zasadzie zajęcia nocne to i opóźniony start, ale dziś robimy wyjątek. Zaczynamy o stałej porze ale posiedzimy ze 4-5 godzin. Czwartkowa Grupo, przybywaj!    

A temat?    

Dzisiaj na tapecie domki. Domki jako świeczniki, z okienkami, płotkami i daszkami z kominem. Kupa pracy.    
Będzie super!